fbpx
zimowe zaspy, pracownia za miastem
Zdrowie

Boso po śniegu

Boso po śniegu…

Bose stopy na śniegu, pracownia za miastem

Coraz więcej osób decyduje się na te, nomen-omen, kroki.
Ma to oczywiście bardzo wiele zalet. I to ogólnie chodzenie boso, w każdych warunkach przyrody.

bose stopy nad brzegiem morza, pracownia za miastem

Dzieje się tak dlatego, iż nasze stopy to największe skupisko zakończeń nerwowych. Uciskanie odpowiednich miejsc, zwane refleksoterapią, wykonywane przez wykwalifikowane osoby potrafi działać cuda. Jeśli dołączymy do tego naturalną ich stymulację – to się nie może skończyć źle. Chyba, że nadepniemy na coś, na co nie powinniśmy. Na przykład na plastikowy klocek…

plastikowe klocki rozrzucone na dywanie, pracownia za miastem

Jednakże zdecydowanie łatwiej pozbyć się nam obuwia wtedy, kiedy jest ciepło. Ba, nawet czasami o tym marzymy. Zimą jest już trochę gorzej. Zimno nas zniechęca a dość głośny głos z tyłu głowy krzyczy:
NIE RÓB TEGO, NIE RÓB TE-GO!!!!!!!!
Wiem o tym doskonale, bo go słyszę. Ale nie martw się, psychiatra nie mówił, żebym tym akurat się nie przejmowała.

Dobrze, dość heheszków, czas na fakty.

Chodzenie boso po śniegu przede wszystkim ma wzmacniać naszą odporność. Tak samo jak morsowanie czy zimny poranny prysznic albo zimna kąpiel po saunie. Ale to nie wszystko. Dodatkowo zwiększa wydolność układu krwionośnego, redukuje stany zapalne, poprawia nastrój, sprawia, że jest nam cieplej czy nawet wydłuża życie. Bardzo fajnie zostało to opisane i wyjaśnione tutaj, warto też posłuchać podcastu umieszczonego pod artykułem

Bose stopy na śniegu, pracownia za miastem

Jednakże istnieje bardzo ważna kwestia,

o której chciałabym tu wspomnieć.
Rzadko niestety mówi się o tym, jak należy o nasze stopy zadbać po tym, jak już się zdecydujemy na chodzenie boso po śniegu.
Otóż po powrocie do domu powinniśmy je rozgrzać. Różnice temperatur są w tym procesie bardzo ważne. Jak to zrobić? Mocno natrzeć grubym, szorstkim ręcznikiem, aby pobudzić krążenie po tym, jak nasze naczyńka krwionośne na zimnie się obkurczyły a następnie założyć grube skarpety i pozwolić nogom wrócić do własnej temperatury.
I oczywiście tutaj muszę podkreślić, że skarpety powinny być naturalne. Wełniane. Nie plastikowe, bo w takich noga niestety, ale tylko się spoci, co dobrze na nasze hartowanie nie wpłynie. Odrzucamy zatem wszelkie poliestry, akryle i inne sztuczne włókna. Stawiamy na czystą, żywą, prawdziwą wełnę.

wełniane zimowe skarpety wiszące w lesie na gałęzi, pracownia za miastem

I tak – tutaj właśnie polecać będę skarpety robione przez siebie lub przez jakiegokolwiek innego rękodzielnika, który stawia na naturalne, wełniane przędze i wykona dla Ciebie porządne skarpety. Bo przecież jeśli chcemy już dbać o swoje zdrowie, to róbmy to od początku do końca a nie tylko w połowie, prawda, że ma to sens?

wełniane skarpetki leżące na śniegu przy kubku herbaty i termosie, na nich drewniana tabliczka z logo pracowni za miastem

Daj proszę znać w komentarzu, czy hartujesz się zimą w jakikolwiek sposób. Chętnie poczytam, jak się po takich zabiegach czujesz. Ja póki co nie jestem w stanie się zdecydować. Jeszcze taką twardzielką nie jestem, choć mam już skarpety, to chyba jest dobry początek?

Pozdrawiam i podziwiam wszystkich Mrozoodpornych i całą resztę też 🙂
Trzymajcie się zdrowo – Mania.

Dodaj komentarz